Spotkanie siódme | MARYJA MATKĄ KOŚCIOŁA

Spotkanie siódme | Maryja Matką Kościoła

Wielkopostne rekolekcje internetowe: "Spotkanie z Maryją w Wielkim Poście"

 

Spotkanie siódem | Maryja Matką Kościoła - pobierz pdf

Maryja Matką Kościoła

 

      Dziś z Maryją jesteśmy pod krzyżem. Tak jest. Maryja stała pod krzyżem. Można by powiedzieć, że całe Jej jestestwo istniało wówczas w Jezusie. Patrzyła, słuchała, i każde słowo, które wypowiadał Jezus trafiało do Niej, pozostawało wyryte w Jej sercu. Słyszała Jego modlitwę: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią...Słyszała słowa skierowane do dobrego łotra: Zaprawdę, powiadam ci, dziś ze Mną będziesz w raju... Mogłaby wówczas pomyśleć: a co ze mną? I nagle usłyszała: Niewiasto, oto Syn Twój; Synu, oto Matka Twoja. Wówczas rzeczywiście miecz przeniknął Jej duszę. Bo poprzez te słowa Jezus odłączył Ją niejako od Siebie, oddał Ją. To było dla Niej największe cierpienie i ogołocenie. Ona wszystko oddała, od samego początku. A tu, pod krzyżem, Jej Syn Ją oddał innym. Jezus wtedy  daje swoją Matkę Janowi i nam za naszą Matkę... Tak to Kościół rozumie, i to jest bardzo piękne.
    Wróćmy więc do Jezusa, który jest na krzyżu. Patrzy na swoją Matkę. Wszystko widzi i rozumie to, czego inni nie widzą i nie rozumieją. Wie, że Maryja, Jego Matka, już od chwili Jego poczęcia  stała się Matką wszystkich ludzi. To nie jest więc tylko oddanie Matki. On uznaje, potwierdza macierzyństwo Maryi. Niewiasto, oto Twój syn, oto Twoje dzieci... synu, oto Matka Twoja... To nie jest tylko dar. On wyraża i potwierdza to, co widzi i co jest rzeczywistością  już od dawna. To jest coś niesamowitego, kiedy to rozumiemy: Niewiasto... oto Twój Syn. Maryja jest na pewno Matką Jana, Matką każdego człowieka, każdego z nas, wszystkich ludzi, poprzez wieki... Stało się to w chwili, gdy Maryja zgodziła się stać Matką Syna Bożego. Ona nieustannie powtarza w sercu swoje tak. Pod krzyżem dokonuje się Jej ostateczne ogołocenie, to jest jej ostatni krok. Czyni go świadomie, z zaangażowaniem.
        Gdy Jezus ofiarowuje się Ojcu, Ona ofiarowuje się razem ze swoim Synem. Staje się wtedy współodkupicielką. Często to słyszymy. Maryja jest współodkupicielką w takim sensie, jak to ujmował św. Paweł: W moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa, dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół. Kol 1, 24. Dopełniam w moim ciele braki udręk Chrystusa... Tak. Ale czego może brakować udrękom Chrystusa? Nic. Absolutnie nic!. Niczego nie można dodać, niczego nie brakuje. Natomiast my, jako członki Chrystusa, mamy być Jego przedłużeniem. Mamy się zaangażować całym sercem i starać się nieustannie tym żyć. Jeśli staramy się prawdziwie to podjąć, a to jest właśnie głęboki sens naszej konsekracji, wtedy nasza modlitwa, nasze cierpienie, nasza radość, wszystko, czym żyjemy zostaje włączone w  Mękę i w  Zmartwychwstanie Chrystusa. Staje się to darem dla całego Ciała Chrystusowego, którym jest Kościół. Dotykamy tu tajemnicy świętych obcowania. To jest wielka tajemnica. Wiemy, że gdy się modlimy, gdy ofiarowujemy coś Panu Bogu - oczywiście, nie chodzi tu o wyliczanie - naszą nędzę, wszystko co nosimy, co było dla nas trudne... nasze grzechy, nawrócenie, nasze modlitwy, prace, radości, życie braterskie, wszystko, wszystko... Gdy to ofiarujemy Panu Bogu, włączamy to w Odkupienie Chrystusa. Cała ta rzeczywistość staje się wówczas darem dla  Kościoła.
    Kiedy św. Teresa od Dzieciątka Jezus modliła się na przykład za człowieka, który miał być skazany na śmierć i był całkowicie zbuntowany, uciekała się do tajemnicy świętych obcowania. Nic nie dodała do Męki Chrystusa. Męka Chrystusa była wystarczająca, by zbawić tego człowieka. I otrzymała znak, że jej modlitwa została wysłuchana,  że rzeczywiście istnieje tajemnicza więź między nami. Gdy modlisz się za innych, ofiaruj siebie samego. Wszystko, czym żyjesz, ofiaruj  za innych. Pan Bóg to szanuje, chociaż Jego Męka i Zmartwychwstanie są wystarczające, by zbawić cały świat. To jest coś bardzo ważnego.
    Jeśli słowa wypowiedziane przez św. Pawła:  W moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół są prawdziwe w odniesieniu do niego samego i do każdego z nas,  to o ileż bardziej odnoszą się do Matki Bożej, która uczestniczyła w Męce swego Syna. Tym bardziej więc możemy nazywać Maryję współodkupicielką i pośredniczką.
    Na początku  życia publicznego Jezus wybrał swoich uczniów. Następnie uczył ich, głosił Dobrą Nowinę, uzdrawiał chorych, przebaczał grzesznikom, a w końcu poprzez to wszystko założył Kościół. A gdzie jest Kościół, gdy Jezus jest na krzyżu? Można powiedzieć, że kiedy Jezus umiera na krzyżu, Kościół utożsamia się całkowicie z Maryją. Maryja była świadoma tego, co się dokonuje. Ona jedna była obecna od Zwiastowania do Wniebowstąpienia. Wszystko przeżywała razem z Jezusem. I jest to bardzo głęboka tajemnica, że kiedy Jezus umiera na krzyżu, Kościół utożsamia się z Maryją.  
          Można powiedzieć, że podobnie jak urodziła Jezusa, uczestniczyła w narodzinach Kościoła. Słyszy pełne bólu ostatnie słowa Jezusa: Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił? Ona Go nie opuściła. Dlaczego jednak Jezus doznał czegoś tak strasznego? To była dla Niego noc. Sam niósł taki wielki ciężar: krzyż, śmierć, i poczucie opuszczenia. Sam. Gdy mówimy, że do końca nas umiłował, jak napisał Jan, to znaczy,że aż po doświadczenie opuszczenia przez Ojca. Zgodził się na to, że nie będzie odczuwać Jego obecności. Wiemy też, że jest to początek psalmu 22, który jest psalmem o nadziei. Jednak jego początek jest właśnie taki: Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił... Dlatego też jesteśmy przekonani, że odtąd nikt na świecie, nawet jeśli umiera w samotności, w więzieniu, w opuszczeniu, w wielkim cierpieniu, nie umiera całkowicie sam. Bo Jezus tego wszystkiego doświadczył i jest zawsze blisko takiego człowieka.
    Chcę się z Wami czymś podzielić. Dotyczy to pewnego człowieka, który mając osiemnaście, lat pracując na budowie, był kiedyś pijany i spadł z rusztowania. Złamał sobie kręgosłup, został sparaliżowany. Odwiedzałem go często. Dużo rozmawialiśmy, było to dla mnie bardzo wzruszające. Kiedyś mi opowiedział –„ wiesz, teraz  trafiło do mnie,  że ja też jestem Kościołem... Nie wiem, jaki ma sens wszystko, co przeżywam, ale wiem teraz, że to ma sens”. Często o tych sprawach rozmawialiśmy. Byłem pod wrażeniem, jak wiele od niego otrzymywałem. Później okazało się, że ma raka. Był to czerniak. Gdy znów znalazł się w szpitalu, nie można z nim było wytrzymać w pokoju, tak śmierdział. To było okropne. Lekarze uważali, że ma wrócić do domu, bo nic nie mogą dla niego zrobić. A on nie chciał za nic na świecie. Mówił, że jego siostra ma trójkę dzieci, i że on zatruje wszystkich.  Pewnego razu miałem jechać na spotkanie do Francji i przed wyjazdem odwiedziłem go w szpitalu. To było bardzo trudne. Trwaliśmy tak razem, a w końcu on zaczął się modlić: Jezusie, nie wystarczy Ci, że ponad dwadzieścia lat cierpiałem, miałem stale gorączkę... Teraz wierzę w Ciebie... ale czy Ci to nie wystarczy? Dlaczego dałeś mi jeszcze tego raka... zatruję całą rodzinę... Dlaczego na to pozwoliłeś? I zwrócił się do mnie: powiedz mi, dlaczego tak jest, dlaczego tyle mam cierpieć, dlaczego Jezus jest taki wobec mnie? Uściskałem go i powiedziałem, że nie wiem, że go bardzo przepraszam, ale nic nie mogę mu powiedzieć oprócz jednego:  teraz Jezus jest obok ciebie. Jest tu. To On cię trzyma, On cię kocha. Jest przy tobie. Jaki to ma sens, dlaczego na to pozwala, nie wiem. Ale jeśli On jest i On cię trzyma, tak jak ja cię trzymam, to znaczy, po prostu że to ma sens. I ty tylko Go trzymaj. On jest. On się dalej modlił i w końcu powiedział: To Jezus... Jezu, przyjmuję wszystko, co chcesz. Daj mi siłę... I modlił się w ten sposób. Myślę, że są momenty, gdzie Jezus na pewno jest obecny. Przeżyć coś takiego... To był święty człowiek. Wzgardzony przez wszystkich. Miał takie życie... jak dobry łotr... i zmarł w ten sposób. Jutro jest akurat rocznica jego śmierci, 15 IX, na Matki Bożej Bolesnej. Tak, jestem przekonany co do jego niezwykłej świętości.
    Przytaczam to wszystko, by powiedzieć, że Jezus zgodził się  na doświadczenie opuszczenia w tym życiu i doznał go. Oddał swoją Matkę, nie odczuwał obecności Ojca, i oddał swoje życie. On dał swoje życie. Nie odebrano Mu go. Sam powiedział, że nikt nie może Mu go odebrać, że On sam od siebie je oddaje, za zbawienie świata. Kiedy żołnierze zbliżyli się do Jezusa, zobaczyli, że już umarł. I wtedy nie łamali Mu goleni, jak w przypadku łotrów. Jeden z nich włócznią przebił Jezusowi bok, i natychmiast wypłynęła krew i woda. Od strony medycznej lekarze tłumaczą, dlaczego była też woda, a my wiemy, że jest to głęboki symbol sakramentów Kościoła. Krew - Eucharystii; woda - Chrztu. Wtedy rodzi się Kościół. Jak Ewa narodziła się z boku Adama, tak Kościół narodził się z boku Chrystusa. Maryja była przy tym, stała pod krzyżem, widziała, świadomie uczestniczyła. Dlatego uważamy, że Maryja jest Matką Kościoła w najgłębszym znaczeniu. Papież Paweł VI na koniec Soboru ogłosił Maryję Matką Kościoła.    
           Papież Jan Paweł II też często wraca do tego i na przykład w Encyklice o Eucharystii napisał: Jako Matka Kościoła, Maryja jest obecna w każdej z naszych celebracji eucharystycznych. Maryja jest Matką i wzorem Kościoła. Tak, na pewno Maryja jest Matką i wzorem Kościoła. To znaczy, że Kościół jako Lud Boży jest maryjny. To nie jest tylko jakaś forma łatwej pobożności. To jest osadzone w konkretnej rzeczywistości. Jezus wszystkie swoje cechy  przejął od Maryi. Rysy, osobowość... Kościół ma mieć osobowość Maryi,  Jej rysy, Jej głębokie zalety... I podobnie jak Maryja, Kościół ma być jak Maryja z Nazaretu. Kościół ma się otworzyć na prostych, zwykłych ludzi. Rozumieć ich, należeć do nich... Kościół ma ciągle rozważać słowa Jezusa jak czynił to w czasie Soboru. Mamy rozważać słowa i gesty Jezusa. Kościół Ma nam  zawsze powtarzać rzecz najważniejszą: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Kościół przede wszystkim ma nam dawać Jezusa, cały czas ukazywać Jezusa. Kościół jak Maryja w Kanie, ma być uważny na potrzeby ludzi, szczególnie ludzi ubogich, słabych, chorych, upośledzonych... I ma mieć odwagę, by się angażować, nawet jeśli Go to wiele kosztuje: siły, a czasami życie...  I Kościół to robi. Nie wszyscy ludzie Kościoła, ale Kościół to robi. Bo Kościół jest też Ludem Bożym, który tym wszystkim żyje, często w sposób bardzo dyskretny, Jak Maryja. Kościół ma iść naprzód, krocząc ludzkimi drogami wszędzie tam, gdzie ludzie pracują, żyją, cierpią... gdzie są w trudnym położeniu... Kościół ma być tam obecny.
        To nas bardzo zobowiązuje.. Bo jako małe siostry i mali bracia otrzymaliśmy w Kościele powołanie, by trwać z Jezusem, z Maryją, z Józefem w Nazarecie. Blisko zwykłych, prostych ludzi. Dzielić ich los, otworzyć się na nich... Tym bardziej, że jesteśmy uznani przez Kościół jako zgromadzenie kontemplacyjne, i nasze miejsce jest w sercu Kościoła. W tym wszystkim Maryja jest dla nas najlepszym wzorem. Ona najlepiej może nam pokazać, jak żyć duchowością Nazaretu.