Zakończenie

Zakończenie rekolekcji

Wielkopostne rekolekcje internetowe: "Spotkanie z Maryją w Wielkim Poście"

 

Zakończenie rekolekcji - pobierz pdf

Panie, przez krzyż Twój święty nas odkupiłeś: Alleluja, alleluja!

 

      Dobrze chyba, że kończymy rekolekcje w święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Krzyż jest znakiem sprzeciwu. Nigdy go nie zrozumiemy. Widzimy jak w Ewangelii Jezus także bał się krzyża.  Wiedział, co go czeka. Był świadomy, drżał i bał się. A jednocześnie pragnął go. Powiedział, że ten, kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Nim, nie może być Jego uczniem. To wiemy, wierzymy w to, a przez całe nasze życie czynimy odwrotnie. Gdy tylko pojawi się cień krzyża, odrzucamy go, bronimy się, i robimy wszystko, by go uniknąć. Czy to będzie choroba, czy to będą trudności we wspólnocie, czy też poczucie, że jestem nierozumiany, niezaakceptowany...  Staramy się wszelkimi sposobami od tego uwolnić. Chcemy być szczęśliwi, chcemy, by nasze życie znowu miało dla nas sens... To jest zrozumiałe, bo jesteśmy stworzeni do szczęścia. To jest normalne. Dlatego mówię, że krzyż jest cały czas w naszym życiu znakiem sprzeciwu.
       Jednak są momenty w życiu, kiedy już nie można uciekać. Bo póki możemy, to uciekamy i  zrzucamy go na innych. Tak więc widzimy niekiedy ludzi, którzy okropnie cierpią. I przychodzi moment, że już nie mogą więcej znieść, że nie panują już nad sobą, oddają się. I wtedy znajdują wolność. I niesamowite jest w tym znaku sprzeciwu, że ten, kto nie potrafi  się bronić, już teraz spotyka Jezusa. I choć początkowo jest zmuszony do przyjęcia cierpienia, to zaczyna je przyjmować. Ma udział w błogosławieństwach. Tak jak powiedział  J. Maritain: nie możemy zaakceptować krzyża, ale możemy wziąć go z rąk Jezusa i ucałować rękę, która nam go podaje. I wtedy wewnątrz zyskujemy wolność i przestajemy się bronić przed innymi, przestajemy ich oskarżać, że to oni są winni. Przestaję mówić, że muszę szukać gdzie indziej swojej drogi, swojego  szczęścia w życiu. Możliwe, że będę nawet całkowicie załamany, że będę cierpieć, ale będę mieć pokój. Bo kiedy cierpimy z Jezusem, Jezus nam daje swój pokój, swoją obecność. Krzyż jest znakiem, który jest przed nami, dokąd go nie spotkaliśmy konkretnie w naszym życiu. Możemy o nim śpiewać, możemy robić różne rzeczy i myśleć, że idziemy za Jezusem, a jednocześnie bronić się przed krzyżem i odrzucać krzyż.
         Szczęśliwi jesteśmy, kiedy nadejdzie moment, że już nie możemy uciekać. Jeśli go przyjmiemy,  otworzy się nowa perspektywa. Bracia i siostry pozostaną tacy, jakich ich znamy, ze swymi  słabościami, ale zaczną być znakiem obecności Boga. A my poczujemy się wtedy wolni. Bo  odnajdziemy obecność Jezusa. To samo dotyczy choroby  i  różnych słabości. Najpierw uciekamy. Broń Boże, niech to na mnie nie przychodzi, niech Pan mnie wybawi, ja nie mogę... Ale jest moment, że nie ma innego wyjścia. Bo lekarz powiedział i sam to też odczuwam... I muszę się zdać. Widzimy wtedy ludzi, którzy zaczynają żyć na nowo. Patrzyli na węża, patrzyli na krzyż i nie uciekli. I wciąż patrzą  i w nim znajdują zbawienie. Wtedy stajemy się wolni wewnętrznie, idziemy naprzód.
    To nie jest zarezerwowane dla zakonników, którzy mają wiele czasu, by się zastanawiać  nad tym w czasie rekolekcji. To jest dla wszystkich. Widzimy tyle prostych kobiet, prostych ludzi, którzy wiele się nad tym nie zastanawiali w swoim życiu, ale próbowali  po swojemu kochać Boga, i zobaczmy jak ich Bóg prowadzi. Wiele razy tego doświadczyłem, że ludzie wpadają w choroby, że martwią się, bo cała rodzina jest wtedy załamana, a oni czują, że są dla niej ciężarem... To jest ogromne cierpienie. I raptem coś się dokonuje.... Tak jakby spotkali Jezusa na krzyżu. I wtedy oddają się, przyjmują tego Jezusa na krzyżu, i odnajdują pokój serca... Oni promieniują tym pokojem. Promieniują Jezusem. Wtedy też mogą pomagać innym.
    Wszystko, co powiedział Jezus na ten temat, jest bardzo ważne. Trudno jest w to uwierzyć. Mamy wiele trudności, nie tylko, aby to zrozumieć, ale by to zaakceptować konkretnie w naszym życiu. Jeśli ktoś tego nie akceptuje, nie idzie z  krzyżem za Jezusem, ze względu na miłość do Jezusa, to niestety nie może mówić, że idzie za Nim. Idziemy za samymi sobą, szukamy siebie samych... Troszczymy się o to, by zrealizować siebie samych,  by znaleźć szczęście, by prowadzić swoje życie... Choćby inni  wokół  mieli paść, to ja podążam naprzód. I wtedy jesteśmy biedni. Jesteśmy biedni, bo to prowadzi donikąd.
       Zupełnie inaczej się dzieje, gdy konkretnie spotkamy krzyż i nie uciekamy, bo na krzyżu jest Jezus. Choć krzyż jest okropny, nie uciekamy przed nim jedynie ze względu na Jezusa. Jeśli kochamy Jezusa, jeśli patrzymy na Niego jak dobry łotr, wtedy jesteśmy zbawieni i wolni wewnętrznie. Wolni również we wspólnocie, bo zyskujemy dla siebie pokój wewnętrzny. A wtedy wszystko w naszym życiu ma sens. Nawet nasze grzechy, nasze słabości nie znaczą tak wiele. Bo już naprawdę liczy się tylko Jezus, który wszystko zwyciężył. My także zwyciężyliśmy razem z Nim.