Adam z Londynu

Adam z Londynu

Świecka osoba z Londynu

Od dziecka bylem nauczony konkurowania i walki o zdobywanie laurów tego świata. Zgromadziłem całkiem pokaźną kolekcje „złotych medali” w kilku konkurencjach. Obwiesiłem się nimi do tego stopnia, że się pod nimi ugiąłem, mało nie złamawszy karku. Nikt nie zauważył, że występowałem na niezwykle silnych środkach dopingujących. Należały do nich zaniżone poczucie wartości własnej, brak wytyczenia własnych granic, oderwanie od rzeczywistości, nieumiejętność zaspokajania własnych potrzeb, całkowity brak umiarkowania w moim człowieczeństwie. Słowa „pokora” nie potrafiłem nawet przeliterować. Do Boga miałem więcej pretensji niż próśb. Znienawidziłem drugiego człowieka. Siebie samego nienawidziłem od samego początku. Pojęcia nie miałem, jak budować i rozwijać relacje z Jezusem, siostra i bratem, ze samym sobą. Grzeszyłem i rażąco urągałem każdemu przykazaniu. Razu jednego nieudolnie targnąłem się na dar największy, jakim Pan mnie obsypał – własne zżycie. Bylem ślepcem, którego nawet nie było stać na poproszenie Jezusa, by mnie uzdrowił. To On znalazł jednak we mnie cząstkę boskości i pozwolił mi rozkwitnąć, jako człowiekowi. Dał mi poczuć, ze jestem Jego bratem...
 
Za wszystko co dziś czynie chwalą i uwielbienie należy się tylko Jemu. Dziś nie liczą się dla mnie złudna chwalą na ziemi, ani to, co tylko mol i rdza zżera. Dziś liczą się dla mnie rzeczy wieczne. Miłość, czyli Bóg. Dziś jedyną osobą z którą w coraz zdrowszy i uczciwszy sposób konkuruje jestem ja sam. Odzyskałem szacunek do drugiego człowieka i siebie samego. Kocham go i służę mu z sił całych, bo właśnie taki był zamysł Pana względem mnie. Dokonał się cud, którego sam do dziś pojąć nie mogę: Jezus jest moim Panem. Czuje go w sercu swoim i w sercach moich braci i sióstr. Przez służbę drugiemu człowiekowi pragnę się oddawać Jezusowi.
Brat Karol pokazał mi, że można Nazaret uczynić w każdym punkcie tego zepsutego świata, a zamiast zmieniać świat, zacząłem zmieniać własne serce. Pan je przemienia wciąż. Słyszę już w nim powiew Nazaretu. „Soli Deo per Mariam” także wydaje się być zawołaniem nie tylko kard. Wyszyńskiego. Bylem kłamcą. Karol pokazał mi, jak można żyć w Prawdzie. Porzuciłem wiec wszystko, co zgromadziłem na tym świecie i nie chce być więcej zależnym od swojej samowoli, lecz jedynie od Miłości Boga. Dziś miłuję Prawdę. Jest tylko jedna Księga na świecie, w której prawdę znalazłem. Ona mnie wyzwoliła. Dla mnie ona brzmi: „Jezus! To jest Imię!”.
Mieszkam w Londynie, od lat dzięki Bogu tylko, staram się dbać o czystość serca i zamiatanych przez siebie ulic, z których Pan mnie podniósł, bym dziś Go wielbił w moim bracie i siostrze. Dziś zamiast samowolnie udawać się krzywdzić drugiego człowieka i siebie, Pan mnie kieruje do ludzi, którzy wymagają wsparcia w niesieniu własnego krzyża. Bogu za to niech będą dzięki!
 
Mam na imię Adam i jestem alkoholikiem, DDA oraz współuzależniony.